Ma piękną jasną sierść. Przysunąłem go do Dymnego Ogona a ten od razu na ślepo zaczął szukać mleka. Po chwili przytulił się do miękkiego brzucha mamy i zaczął ssać. Pyszczek sam się uśmiechał widząc jego naciskające na miękkie futerko maleńkie łapki.
OOG: To ostatni maluch?
OOK: Nie. Będzie jeszcze co najmniej jeden.
Czekałem z niecierpliwością. Po około pół godzinie usłyszałem pisk. Przy brzuchu Dymnego Ogona nie był już tylko jeden kociak a dwa. Moja córka jest wspaniała.
Do oczu Dymnego Ogona napłynęły łzy szczęścia. Po chwili także do moich.
OOK: Ognisty Ogonie?
OOG: Tak?
OOK: Niestety, Dymny Ogon straciła dużo krwi...jest bardzo słaba...Nie dam rady zatamować krwawienia.
DO: Ognisty Ogonie...
Popatrzyłem na nią ze łzami w oczach.
DO: Zaopiekuj się naszymi kociętami...
OOG: A...aa...a co z tobą?!
DO: Musze iść do Gwiezdnego Klanu...
OOG: Nie...Nie możesz mnie zostawić!
DO: Żegnaj...
Wtedy zamknęła oczy.
OOK: Ognisty Ogonie, tak mi przykro...
OOG: Dymny Ogonie...Dymny Ogonie!
Zalałem się łzami.
OOG: Nie! NIE!!!
Padłem na ziemie i przytuliłem do niej.
OOG: Dymny Ogonie....NIE!!!!!!!!!!!!!
<Ognistooka...Sen się spełnił :(>


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz